-Wyjdziesz za mnie?- usłyszałam znowu ten debilny głosik. To Tomek, ma 21 lat i jest synem naszej wychowawczyni pani Ewy.
-Z tobą zawsze-lubiłam z nim żartować i podroczyć się, lecz teraz uprzejmie wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Po 15 minutowym prysznicu, ubrałam się jak zwykle w czarne rurki i białą luźną bluzkę bez nadruku. No był czerwiec, więc nie brałam bluzy, tylko weszłam na deskę i kierowałam się do szkoły po warszawskich ulicach. Lecz niestety z moim życiowym pechem wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był to wysoki brunet, mniej więcej w moim wieku.
-Bardzo przepraszam, nic ci nie jest? Mam na imię Jasiek, daj pomogę-chyba był wystraszony, bo bardzo szybko mówił i język mu się plątał.
-Spokojnie nic mi nie jest, Miło mi, Martyna-podałam Jaśkowi rękę (żeby nie być chamem)
i w celu nie prowadzenia dalszej rozmowy. Wsiadając na deskę i rzucając za siebie 'sorry śpieszę się do szkoły'.
5 minut później
Wchodząc do szkoły i kierując się do szkoły w celu zostawienia wszystkich książek i śmieci, no i deski. Zobaczyłam Natkę, rozmawiającą z poznanym brunetem Jaśkiem. Musiał być nowy, bo nigdy go tu nie widziałam. Zostawiając swoje rzeczy usłyszałam krzyk Natki...
-Martyna, Martyna ty niski rudzielcu wychudzony! Hej przyjacielu!-wykrzyczała Natka. No jestem ruda mam 159 cm wzrostu i ważę przy tym 42 kg. To nie tak mało.
-Cześć! Czy ty musisz być zawsze taka rozwrzeszczana?-odchrząknęłam uprzejmie.
-Dobra tam chodźmy do klasy, bo zaraz dzwonek.
Niestety do klasy musiał wejść Jaś.
Perspektywa Jasia
Jak wszedłem do klasy, oczywiście musiałem się przedstawić i takie tam. Rozejrzałem się po klasie i zobaczyłem Martynę. Oczywiście koło niej siadłem. Przez całą lekcję nawet się nie odezwała, ani nie uśmiechnęła. Po dzwonku...
Perspektywa Martyny:
Jaki ten chłopak jest dziwny, przez całą lekcję patrzył się i uśmiechał. Jak on mnie strasznie wkurza.
_________________________________________________________________________________
No to tyle na dzisiaj jest proszę bardzo rozdziały będą co dwa dni.