czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 1

                 Dryń, dryń, dryń. Nie no znowu do tej walniętej szkoły. Jest 7.00, dobra ma jeszcze czas, pójdę się umyć, zjem coś ( pewnie znowu jabłko), biorę deskę i lecę. Stałam przed szafą, gdy nagle z za moich pleców dobiegł mały dziwny szept...
  -Wyjdziesz za mnie?- usłyszałam znowu ten debilny głosik. To Tomek, ma 21 lat i jest synem naszej wychowawczyni pani Ewy.
  -Z tobą zawsze-lubiłam z nim żartować i podroczyć się, lecz teraz uprzejmie wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Po 15 minutowym prysznicu, ubrałam się jak zwykle w czarne rurki i białą luźną bluzkę bez nadruku. No był czerwiec, więc nie brałam bluzy, tylko weszłam na deskę i kierowałam się do szkoły po warszawskich ulicach. Lecz niestety z moim życiowym pechem wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był to wysoki brunet, mniej więcej w moim wieku.
  -Bardzo przepraszam, nic ci nie jest? Mam na imię Jasiek, daj pomogę-chyba był wystraszony, bo bardzo szybko mówił i język mu się plątał.
  -Spokojnie nic mi nie jest, Miło mi, Martyna-podałam Jaśkowi rękę (żeby nie być chamem)
i w celu nie prowadzenia dalszej rozmowy. Wsiadając na deskę i rzucając za siebie 'sorry śpieszę się do szkoły'.

5 minut później 

Wchodząc do szkoły i kierując się do szkoły w celu zostawienia wszystkich książek i śmieci, no i deski. Zobaczyłam Natkę, rozmawiającą z poznanym brunetem Jaśkiem. Musiał być nowy, bo nigdy go tu nie widziałam. Zostawiając swoje rzeczy usłyszałam krzyk Natki...
  -Martyna, Martyna ty niski rudzielcu wychudzony! Hej przyjacielu!-wykrzyczała Natka. No jestem ruda mam 159 cm wzrostu i ważę przy tym 42 kg. To nie tak mało.
  -Cześć! Czy ty musisz być zawsze taka rozwrzeszczana?-odchrząknęłam uprzejmie.
  -Dobra tam chodźmy do klasy, bo zaraz dzwonek.
                 Niestety do klasy musiał wejść Jaś.

Perspektywa Jasia

Jak wszedłem do klasy, oczywiście musiałem się przedstawić i takie tam. Rozejrzałem się po klasie i zobaczyłem Martynę. Oczywiście koło niej siadłem. Przez całą lekcję nawet się nie odezwała, ani nie uśmiechnęła. Po dzwonku...

Perspektywa Martyny:

Jaki ten chłopak jest dziwny, przez całą lekcję patrzył się i uśmiechał. Jak on mnie strasznie wkurza. 
_________________________________________________________________________________
No to tyle na dzisiaj jest proszę bardzo rozdziały będą co dwa dni. 

Prolog

Prolog

Cześć! Jestem Martyna, mam 17 lat! Na pierwszy rzut oka zaczyna się fajnie... chciałabym. Jak miałam 12 lat, rodzice oddali mnie do domu dziecka, bo miałam nie takie oceny jak miała moja starsza siostra Julia. Powiedzieli mi, że mnie nienawidzą i nie chcą mnie znać. Ja ich zresztą też. Mam najlepszą przyjaciółkę Natalkę. Ona jedyna nie patrzy na mnie jak na śmiecia przez to, że  mieszkam w domu dziecka. No i to tyle z mojego 'pięknego' życia.